Historia - 15.07.2003 – Otwarcie stołówki

Kalendarium

15.07.2003 – Otwarcie stołówki

Działalność na ulicach przynosiła efekty. Zebrała się spora grupa ubogich mężczyzn i kobiet pragnących zmiany życia. Niemal każdy z nich był uzależniony od alkoholu. Część Romek wysyłał do chrześcijańskich ośrodków terapii uzależnień. Ci, którzy pozostali chodzili na grupę wsparcia, zorganizowaną przez Romana i jeszcze jednego misjonarza – Staszka – przy lokalnym kościele Baptystów. Wkrótce mała kaplica w centrum miasta okazała się niewystarczająca dla tak dużej grupy osób. Pewnej nocy spłonęła. Pożar strawił wnętrze budynku. W ciągu niedługiego czasu ADM wynajęła Kościołowi budynek przy ul. Czartoryskiego 12.To tam, pobliski zakład pogrzebowy wyrabiał trumny. Niepozorna kamienica nadawała się niestety tylko do jednego – do kapitalnego remontu. Romka i Basi nie zniechęcił jednak przeciekający dach, nieszczelne okna i odrapane ściany. Oni widzieli potencjał tego obiektu – dużą salę mogącą pomieścić ponad setkę głodnych ludzi. W połowie lipca otworzono tam stołówkę z prawdziwego zdarzenia. Każdego ranka wydawano śniadania, raz w tygodniu przygotowywano paczki żywnościowe, prowadzone były grupy wsparcia dla tych, którzy pragnęli zmiany życia. Teraz Basię i Romka wspierało więcej osób. W beteździanej kuchni urzędowały wolontariuszki, które same miały wcześniej problem z ubóstwem lub alkoholem. Część z nich piła od wielu lat. Nie trzeźwiały. Przełom w ich życiu nastąpił, gdy spotkały przyjaznych wierzących ludzi. Usłyszały, że Bóg może je uwolnić od picia. Usłyszały i uwierzyły. Jednak, nie był to jedyny przypadek całkowitej zmiany ludzkiego życia...

Basi i Romanowi do tej pory żyło się dobrze. Robiąc zakupy, nie zastanawiali się czy kupić tańszy, czy droższy chleb. Dochody z wydawnictwa całkowicie zaspokajały ich potrzeby materialne. Jednak otwierając stołówkę w połowie 2003 roku, sami byli jednymi z najbiedniejszych tam osób. Biznes, splajtował, oboje nie mieli już serca, by go reaktywować. Nie tylko całkowicie i nieodwracalnie stracili źródło dochodu, ale zawisło również nad nimi widmo utraty dachu nad głową. Stali się niewypłacalni w oczach banku, który udzielił im kredytu na budowę domu. Zakładając stołówkę sami byli jej najbiedniejszymi podopiecznymi. Moment próby nadszedł zimą. Nieogrzewane mury Betezdy nie dawały ciepła. Nie było go również w prywatnym domu jej założycieli. Z powodu zaległości w opłatach gazownia odcięła im dopływ energii. Aby się ogrzać, Basia chodziła na pocztę 12 kilometrów pieszo. Tam, przy stoliku wypełniała sztywnymi z zimna palcami dokumenty Misji. W niedługim czasie ich dom został zlicytowany... Misja jednak działała cały czas. 

Jesteś tutaj: Strona główna Strona główna Nasza historia