Historia - 13.01.2006 – Początek działalności misyjnej wśród bezdomnych na Dworcu PKP w Bydgoszczy

Kalendarium

13.01.2006 – Początek działalności misyjnej wśród bezdomnych na Dworcu PKP w Bydgoszczy

Misja Betezda działa na nie tylko na rzecz najbardziej ubogich mieszkańców miasta, ale też pomaga każdemu, kto jest w jakiejkolwiek potrzebie, nie pytając o wysokość dochodów, miejsce zameldowania czy wyznanie. Brak wymogów do otrzymania pomocy sprawia, że stołówkę z roku na rok odwiedza coraz większa liczba osób. Czasem wzrasta ona do 300 w ciągu jednego dnia. Mimo to jednak spora grupa nie dociera do Betezdy. Są zbyt słabi, by dojść do ul. Czartoryskiego o własnych siłach. To właśnie do nich Roman Ślazyk skierował nową formę pomocy. Razem z Wojtkiem Kułakowskim powołał nową służbę pod postacią działalności misyjnej na bydgoskim dworcu kolejowym. Tam gromadziło się najwięcej bezdomnych. Spali na poczekalni lub w kolejowych pustostanach, wagonach czy nawet bezpośrednio na peronach. 

Początkowo Romek z Wojtkiem rozdawali im kanapki i ciepłą herbatę. Padały słowa zachęty, wsparcia. Obaj doskonale wiedzieli, z jakimi problemami, emocjami i trudnościami zmagają się bezdomni. Romek z dnia na dzień tracił dom, który miał być schronieniem dla całej jego rodziny. Nie było już szansy, by go odzyskać. Wojtek też od podszewki znał życie tułacza. Niegdyś jako pracownik stacji górskiej w Himalajach, na własne oczy widział najwyższy szczyt świata. Miał go niemal na wyciągnięcie ręki. Po powrocie do Polski taką górą dla niego okazał się alkoholizm. Ta góra przerosła jego siły i spowodowała, że przez długi czas żył na ulicy. Dzięki pomocy innych osób wydostał się z tarapatów. Ulica jednak nęciła go nadal. Jednak już nie alkoholem i beztroską, ale tym razem chęcią pomagania tym, którzy tak jak on dawniej, mieszkali na ulicy. 

Działalność na dworcu z czasem się rozrosła. Do Wojtka i Romka dołączyli kolejni – Daniela Treichel i Krzysztof Brandt z córką Asią i jej mężem Robertem. Teraz spotkania na dworcu nie ograniczały się jedynie do rozdawania kanapek i herbaty. Przerodziły się w regularne nabożeństwa z muzyką, modlitwą i krótkim kazaniem. Początkowo uczestniczyło w nich kilkanaście – kilkadziesiąt osób. Jednak w miarę rozwoju służby przychodziło ich coraz więcej. Z czasem brali w nich udział już nie tylko bezdomni, ale też przechodnie i podróżni. Niestety w momencie największego zainteresowania dworcowymi nabożeństwami, kiedy liczba uczestników wzrosła do setki osób, władze porządkowe zaczęły wypraszać misjonarzy z terenu PKP. Wobec tego spotkania przeniesiono na zajezdnię autobusową przed dworcem. Tam już nabożeństwa mogły odbywać się bez przeszkód. Służba w tej formie trwała ponad dwa lata, a jej największy rozkwit przypadł na 2008 i 2009 rok.

Spotkania odbywały się trzy razy w tygodniu. Porządek zawsze był taki sam: śpiewanie pieśni uwielbiających Boga, nauczanie lub kazanie oparte na Biblii, a na końcu poczęstunek kanapkami i ciepłą herbatą. 

W efekcie działalności na dworcu jedna osoba, żyjąca w skrajnym ubóstwie, wydostała się z alkoholizmu i biedy. Obecnie pracuje jako terapeuta w ośrodku odwykowym w Boguszów – Gorce koło Wałbrzycha. 

Jesteś tutaj: Strona główna Strona główna Nasza historia